 Jest to oczywisty fakt, że każdy z nas bez wyjątku chciałby być zdrowy. Jednak im człowiek starszy tym więcej ma problemów, a to nogi odmawiają posłuszeństwa, serce kołacze i tak można by wymieniać jeszcze długo choroby, które nas dosięgają. Gdy coś nam dolega to zazwyczaj udajemy się do lekarza. Czasami natomiast niektórzy z nas korzystają z innych metod leczenia. Jedną z odmian medycyny niekonwencjonalnej jest bioenergoterapia, która opiera się na właściwościach energetycznych bioenergoterapeuty, jego wiedzy i umiejętności pracy z ludźmi. Bioenergoterapia polega na odblokowywaniu kanałów energetycznych w organizmie człowieka (w medycynie chińskiej owe kanały nazwane są „meridianami”), co umożliwia organizmowi powrót do homeostazy i samozwalczania choroby. Należy podkreślić, że terapia taka nie zastępuje medycyny klasycznej, zaś wspomaga procesy zdrowienia. Powinniśmy również pamiętać również i o tym, że bioenergoterapia nie jest panaceum na wszelkie dolegliwości. Na terenie naszej gminy zajmuje się tym zawodem Pan Piotr Majewski, który mieszka we wsi Ostrów. Zwracam się zatem do Pan Piotra z pytaniem:
M. Drapała: W jakim czasie poczuł Pan swoją energię?
P. Piotr: Po śmierci mojej mamy
w roku 1989 poczułem, a w zasadzie moja żona doświadczyła tego uczucia.
Mianowicie, gdy dotykałem jej ręki odczuwała dziwne uczucie ciepła,
a nawet można by rzec gorący dotyk. Wobec powyższych faktów
postanowiłem poddać się badaniom, podczas których okazało się, że
posiadam zdolności bioenergoterapeutyczne.
M. Drapała: Z tego co nam
wiadomo to istotą bioenergoterapii ma być badanie oraz korygowanie
zaburzeń energetycznych w polu bioplazmatycznym człowieka - zwanym aurą
- za pomocą strumienia energii. Zgodnie z teorią, ludzka aura zawiera 7
warstw. Warstwy te są odpowiedzialne za stan zdrowia fizycznego i
emocjonalnego, a co za tym idzie psychicznego. Wszelkie choroby
somatyczne i psychiczne są odzwierciedlone i widoczne w ludzkiej aurze.
Zadaniem bioenergoterapeuty jest zlokalizowanie owych zaburzeń i
dokonanie korekty, mające na celu usunięcie blokad energetycznych, co
ma być równoznaczne z odzyskaniem przez pacjenta zdrowia, czy to jest
prawda Panie Piotrze?
P. Piotr: Tak, jest to prawda,
owe blokady są spowodowane zaburzeniami krążenia i właściwie od tego
trzeba zacząć. Pod wpływem energii przekazywanej przez
bioenergoterapeutę udrażniają się przyblokowane naczynia w sposób
samoczynny. Jednak, abyśmy osiągnęli pożądany efekt terapii wymaganych
jest kilka zabiegów.
M. Drapała: Według polskiego
prawa bioenergoterapia jest zawodem, który zdobywa się poprzez zdanie
Egzaminu Państwowego w Cechu Rzemiosł przy Izbie Rzemieślniczej. Panie
Piotrze czy przechodził Pan taki egzamin i jak on wygląda?
P. Piotr: Po potwierdzeniu u
mnie powyższych zdolności musiałem ukończyć stosowny kurs w Warszawie,
a następnie zdać egzaminy między innymi z anatomii i bioterapii,
oczywiście wszystko odbywało się pod czujnym okiem lekarzy. Po tych
egzaminach otrzymałem dyplom poświadczający moje kwalifikacje, jako
bioenergoterapeuta.
M. Drapała: Warto również
podkreślić dla wiedzy naszych czytelników, że zgodnie z polskim
ustawodawstwem bioenergoterapeuci nie leczą, lecz „korygują” pola
bioenergii w organizmie. Z tego co mówi literatura fachowa z tej
dziedziny, współczesnym bioenergoterapeutom stawia się również
wymagania co do znajomości elementarnych podstaw z różnych dziedzin
nauki to jest: fizyki, chemii, biologii, medycyny klasycznej,
psychologii, oraz z zakresu naturoterapii i masażu. Według opinii
zwolenników bioenergoterapii, klienci bioterapeutów to w pierwszym
rzędzie chorzy na choroby chroniczne, którym lekarze już dawno nie są w
stanie pomóc. Znane są przypadki uzdrowień pod wpływem bioterapii,
które medycyna klasyczna często i jednoznacznie wyjaśnia jako wynik
autosugestii lub masażu cieplnego, który działa jak placebo. Można więc
powiedzieć, że bioenergoterapeuci są w pewnym sensie mistrzami
wywoływania naturalnego uzdrowienia. Panie Piotrze, czy zdarzyły się
Panu również takie przypadki wyzdrowienia pańskich pacjentów?
P. Piotr: Oczywiście trudno tu
mówić o takich pacjentach, ponieważ zazwyczaj chcą oni zachować swoją
anonimowość. Mogę tylko powiedzieć, że wiem o kilku takich przypadkach,
kiedy moje zabiegi okazały się skuteczne. Tak było w przypadku 14
letniego chłopca z Adolfina k. Pionek, który od urodzenia był niewidomy
na prawe oko. Po dwóch wizytach okazało się, że chłopiec zaczyna
widzieć, co zostało potwierdzone badaniami w szpitalu w Radomiu.
M. Drapała: Jak się już
zorientowaliśmy podstawą działania bioenergoterapeuty jest
przekazywanie „dobrej energii” biorcy. Można w przenośni powiedzieć, że
to taki dobry wujek, który daje swoją energię i nigdy mu jej nie ubywa.
Wiemy dobrze, że by żyć tak na co dzień, trzeba chodzić, pracować,
czyli musimy uzupełniać zamienioną na pracę energię. Jedząc
magazynujemy, odtwarzamy w naszym organizmie energię, którą następnie
spalamy.
Jaka zatem wygląda sprawa magazynowana energii, tak zwanej „dobrej
energii”, czy jesteśmy w stanie ją w jakiś sposób zmagazynować?
P. Piotr: Tej dobroczynnej
energii nie jesteśmy w stanie zmagazynować, ponieważ ta energia
przepływa przez nas non stop. Tak dla informacji i ciekawości
czytelników „Głosu Magnuszewa” podam, że zgodnie z literaturą 50%
energii człowiek wytwarza sam, natomiast pozostałe 50% pobieramy z
otaczającej nas przestrzeni, można by rzec z kosmosu. Z innego punktu
widzenia energia na przykład w postaci lasera może być, jak skalpel
w rękach lekarzy i jest swego rodzaju narzędziem. Czy można by tak
również potraktować energię bioenergoterapeuty – być może w pewnym
sensie tak, ale nie do końca. Warto również wiedzieć, że ręce i ciało
bioenergoterapeuty mają temperaturę 36,6 stopni, tak jak każdego z nas.
Również zgodnie z literaturą takie samo emitujemy promieniowanie
podczerwone, które rozprasza się wokół nas, którego nie jesteśmy w
stanie zobaczyć bez użycia specjalistycznej aparatury. Tworzymy więc
wokół siebie przestrzeń, którą fachowcy określają, jako „pole
energetyczne” lub „aura”.
M. Drapała: Czy Pan wytwarza jakieś niewidzialne gołym okiem pole?
P.Piotr: Można w pewnym sensie
tak powiedzieć, że każdy zdrowy człowiek posiada ponad 90% energii,
natomiast w moim przypadku, co było zbadane posiadam 135% energii,
którą mogę dzielić się z innymi. Mówiąc inaczej mój organizm posiada
zdolność absorbowania większej ilości energii.
M. Drapała: Podsumowując nasze
spotkanie zadam jeszcze Panu jedno pytanie, które mnie nurtuje, a
mianowicie, czy można się tego nauczyć i czy te zdolności są
dziedziczne?
P. Piotr: Co do pierwszej
części pytania to tego nie można się nauczyć. Natomiast co do
dziedziczenia tych zdolności, to sprawa wygląda tak: dziedziczyć może
tylko jedna osoba w rodzinie bez względu na ilość potomstwa i tylko w
takim porządku: ojciec – córka, matka - syn. W moim przypadku zdolności
odziedziczyła nasza córka Anna, która dodatkowo rozszerzyła swoje
zdolności o wiedzę z zakresu medycyny chińskiej i ziołolecznictwa.
M. Drapała: Dziękuję Panu za
spotkanie, a tak na zakończenie całość tego artykułu można parafrazować
chyba tak: że w obecnej dobie, każdy z nas ma prawo wyboru, nikt nikomu
niczego nie zabrania, a co sobie o tym myśli, to już jego prywatna
sprawa.
|